Pewnego dnia wpadła mi oferta pracy, na stanowisko steward w samolocie, dość orginalny zawód ale co tam czas na jakieś nowe wyzwania. Jestem absolwentem Politechniki Krakowskiej, biegle znam dwa języki angielski i francuski. Wysłałem swoje CV, tego samego dnia mailowo, że zapraszają mnie na rozmowę kwalifikacyjną do siedziby firmy mieszczącą się w okolicy Krakowa. Po przybyciu na miejsce, było tam nas około 100 osób, rekrutacja odbyła się w sali konferencyjnej mieszcząca się w hotelu, nieopodal lotniska. Od godziny 8.00 do 20.00 trwała rekrutacja, w której przechodziliśmy trzy etapy.
W pierwszym etapie była prezentacja siebie, w drugim etapie była rozmowa w języku angielskim i francuskim, ponieważ wpisałem to do swojego CV, a w trzecim etapie rozmowa, dla czego pan chce latać. Większość dnia siedzieliśmy bez jedzenia i picia, bo ponieważ w każdej chwili mogli nas wezwać na dalszą rozmowę. Około godziny 16.00 została zakończona 3- etapowa selekcja kandydatów, zostało nas już tylko 9- osobowa grupa. 5 mężczyzn i 4 kobiety, między nimi byłem też i ja.
Ostatnim etapem rekrutacji były ćwiczenia na symulatorach, rozmowa z psychologiem i lekarzem, oczywiście o czasie pracy, i o zarobkach. O godzinie 19.00 wróciliśmy z powrotem do sali konferencyjnej i oczekiwaliśmy na ostateczny wynik rekrutacji z naszej dziewiątki miało zostać tylko 5 stewardów / stewardes, była to najdłuższa godzina w moim życiu, wszyscy bardzo denerwowaliśmy się. Każdy z nas czekał na wynik końcowy,. O godzinie 20.00 przyszła do nas pani z listą osób, które przeszły pozytywnie kwalifikacje, w kolejności alfabetycznej wyczytała nazwiska pięciu osób, niestety mojego nazwiska na tej wyselekcjonowanej liście nie było, były trzy panie stewardesy i dwóch panów stewardów.
Głodny, zmęczony, pogratulowałem szczęśliwcom dostania tej pracy i opuściłem port lotniczy, udając się do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz